wtorek, 6 sierpnia 2013

Na początku były tylko "Nieszczęścia"...

Metryczka
Autor: Robert Foryś
Tytuł: "Początek nieszczęść królestwa"
Seria: Joachim Hirsz
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data premiery: 11/06/2010
Liczba stron: 300
Język: polski
Kategoria: fantastyka


Na początku były tylko "Nieszczęścia"...

...ale to dopiero początek.

Po „Początek nieszczęść królestwa” sięgnęłam tylko i wyłącznie za namową przyjaciółki. Gdyby nie fakt, że znikome fundusze na koncie nie pozwoliły na kupienie nowej, pachnącej farbą drukarską książki, a biblioteka była z racji niedzieli zamknięta, pewnie Robert Foryś i jego twórczość długo jeszcze byłyby przeze mnie ignorowane. Co tu dużo mówić, blurb nie zachęcił mnie do otwarcia książki i przeniesienia się w czasie i przestrzeni do XVII-wiecznej Rzeczypospolitej. Mimo obietnicy spisków oraz maczających w nich palce demonów, fabuła zbytnio pachniała politycznymi zagrywkami i zmieniającymi się jak w kalejdoskopie koalicjami, za którymi czytelnikowi takiemu jak ja ciężko jest nadążyć. Do tego jeszcze - całkiem przystojny, trzeba przyznać - ale wydający się cierpieć na „syndrom Harry’ego Pottera” główny bohater. A jednak…

Powinnam się teraz uderzyć w pierś i przeprosić. Robert Foryś, historyk z zamiłowania, poprowadził fabułę w ten sposób, że odnajdą się w niej zarówno miłośnicy analizowania afiliacji, jak i Ci, którzy politykę wolą odłożyć na bok i zająć się czy to wątkiem śledztwa, czy też łóżkowym. A jest w tej historii całkiem sporo seksu - i być może ten komentarz odstraszy teraz zwolenników „prawdziwej, męskiej literatury”, a nie powinien, bowiem wątki splatają się gładko w całość, tworząc długi warkocz oplatający sejmową stolicę.
Główny bohater, instygator królewski Joachim Hirsz, dość swobodnie i pewnie lawiruje pomiędzy służbą ojczyźnie i rozwiązywaniem zagadek kryminalnych o zabawieniu nadnaturalnym,  romansem z piękną Katarzyną a życiem „prawdziwego mężczyzny”, lubiącego dobrze wypić, zjeść i się zabawić. A przy tym udaje mu się utrzymać w tajemnicy coś, co czyni go skuteczniejszym od innych. Przyznam, że w tym momencie (a więc po dosłownie kilku pierwszych stronach) znowu miałam ochotę odłożyć tę książkę. Moim zdaniem, dość już mamy w literaturze bardzo specjalnych, wyróżniających się, wspaniałych i czystych jak łza bohaterów, którzy zawsze, ale to zawsze, mają w życiu farta. I tu Robert Foryś zaskoczył mnie ponownie. Bo Joachim Hirsz jest jednym z niewielu protagonistów, których nie da się nie lubić, mimo a może właśnie dlatego, że popełniają błędy. I to nie ślepy los czy łut szczęścia ratuje Hirsza z opresji, w które się wpakował, a oddani, zaufani przyjaciele.

Przyjaciół bowiem, ma nasz mości instygator wielu. Poczynając od pięknej Katarzyny, przez Tomasza Mroczka i kilku całkiem wysoko postawionych ludzi, którzy zwyczajnie są Joachimowi winni przysługę, aż po Hańczę i Birkuta. I właśnie przy Hańczy i Birkucie ta dobrze zbudowana, przemyślana całość zaczyna zgrzytać. Podczas gdy inne postaci, takie jak wachmistrz Mroczek czy matresa Katarzyna są bardzo rozbudowane i mają za sobą pewną historię, inne, choć wydawałyby się czytelnikowi tak samo ważne, są ledwie wspomniane. Jedne mają szansę zyskać naszą przychylność, bądź zasłużyć na jej brak. Inne, tak jak Hańcza i Birkut, pojawiają się jakby znikąd, po prostu są i niewiele więcej o nich wiadomo. Taka rozbieżność sprawia, że czytelnik odczuwa pewien niedosyt, zwłaszcza przy końcu. Trochę tak, jakby zakończenie książki pisane było…w pośpiechu.

Mimo to, Robert Foryś i Joachim Hirsz z pewnością pozostaną ze mną na dłużej. I polecam tę lekturę nie tylko miłośnikom przedstawionej w niej epoki. Przedzierając się przez zatłoczoną Warszawę wraz z instygatorem, każdy znajdzie coś dla siebie. Co więcej, jak wiadomo, nieszczęścia chodzą parami, a to był dopiero początek, zatem zabieram się za drugą z serii o Joachimie Hirszu książkę, „Za garść czerwońców”.  

1 komentarz: