Metryczka
Autor: Robert Foryś
Tytuł: "Początek nieszczęść królestwa"
Seria: Joachim Hirsz
Seria: Joachim Hirsz
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data premiery: 11/06/2010
Liczba stron: 300
Język: polski
Kategoria: fantastyka
Na początku były tylko "Nieszczęścia"...
...ale to dopiero początek.
Po „Początek nieszczęść
królestwa” sięgnęłam tylko i wyłącznie za namową przyjaciółki. Gdyby nie fakt,
że znikome fundusze na koncie nie pozwoliły na kupienie nowej, pachnącej farbą
drukarską książki, a biblioteka była z racji niedzieli zamknięta, pewnie Robert
Foryś i jego twórczość długo jeszcze byłyby przeze mnie ignorowane. Co tu dużo
mówić, blurb nie zachęcił mnie do otwarcia książki i przeniesienia się w czasie
i przestrzeni do XVII-wiecznej Rzeczypospolitej. Mimo obietnicy spisków oraz
maczających w nich palce demonów, fabuła zbytnio pachniała politycznymi
zagrywkami i zmieniającymi się jak w kalejdoskopie koalicjami, za którymi
czytelnikowi takiemu jak ja ciężko jest nadążyć. Do tego jeszcze - całkiem
przystojny, trzeba przyznać - ale wydający się cierpieć na „syndrom Harry’ego
Pottera” główny bohater. A jednak…
Powinnam się teraz uderzyć w
pierś i przeprosić. Robert Foryś, historyk z zamiłowania, poprowadził fabułę w ten
sposób, że odnajdą się w niej zarówno miłośnicy analizowania afiliacji, jak i
Ci, którzy politykę wolą odłożyć na bok i zająć się czy to wątkiem śledztwa,
czy też łóżkowym. A jest w tej historii całkiem sporo seksu - i być może ten
komentarz odstraszy teraz zwolenników „prawdziwej, męskiej literatury”, a nie
powinien, bowiem wątki splatają się gładko w całość, tworząc długi warkocz
oplatający sejmową stolicę.
Główny bohater, instygator
królewski Joachim Hirsz, dość swobodnie i pewnie lawiruje pomiędzy służbą
ojczyźnie i rozwiązywaniem zagadek kryminalnych o zabawieniu nadnaturalnym, romansem z piękną Katarzyną a życiem „prawdziwego
mężczyzny”, lubiącego dobrze wypić, zjeść i się zabawić. A przy tym udaje mu
się utrzymać w tajemnicy coś, co czyni go skuteczniejszym od innych. Przyznam,
że w tym momencie (a więc po dosłownie kilku pierwszych stronach) znowu miałam
ochotę odłożyć tę książkę. Moim zdaniem, dość już mamy w literaturze bardzo
specjalnych, wyróżniających się, wspaniałych i czystych jak łza bohaterów,
którzy zawsze, ale to zawsze, mają w życiu farta. I tu Robert Foryś zaskoczył
mnie ponownie. Bo Joachim Hirsz jest jednym z niewielu protagonistów, których
nie da się nie lubić, mimo a może właśnie dlatego, że popełniają błędy. I to
nie ślepy los czy łut szczęścia ratuje Hirsza z opresji, w które się wpakował,
a oddani, zaufani przyjaciele.
Przyjaciół bowiem, ma nasz
mości instygator wielu. Poczynając od pięknej Katarzyny, przez Tomasza Mroczka
i kilku całkiem wysoko postawionych ludzi, którzy zwyczajnie są Joachimowi
winni przysługę, aż po Hańczę i Birkuta. I właśnie przy Hańczy i Birkucie ta
dobrze zbudowana, przemyślana całość zaczyna zgrzytać. Podczas gdy inne
postaci, takie jak wachmistrz Mroczek czy matresa Katarzyna są bardzo
rozbudowane i mają za sobą pewną historię, inne, choć wydawałyby się
czytelnikowi tak samo ważne, są ledwie wspomniane. Jedne mają szansę zyskać
naszą przychylność, bądź zasłużyć na jej brak. Inne, tak jak Hańcza i Birkut,
pojawiają się jakby znikąd, po prostu są i niewiele więcej o nich wiadomo. Taka
rozbieżność sprawia, że czytelnik odczuwa pewien niedosyt, zwłaszcza przy końcu.
Trochę tak, jakby zakończenie książki pisane było…w pośpiechu.
Mimo to, Robert Foryś i Joachim
Hirsz z pewnością pozostaną ze mną na dłużej. I polecam tę lekturę nie tylko
miłośnikom przedstawionej w niej epoki. Przedzierając się przez zatłoczoną
Warszawę wraz z instygatorem, każdy znajdzie coś dla siebie. Co więcej, jak
wiadomo, nieszczęścia chodzą parami, a to był dopiero początek, zatem zabieram
się za drugą z serii o Joachimie Hirszu książkę, „Za garść czerwońców”.
Recenzja na 3 z plusem. Czekam niecierpliwie na kolejne.
OdpowiedzUsuń