poniedziałek, 15 lipca 2013

Jadowska po raz trzeci - sprzedane!

Pierwsza próba napisania recenzji za mną.  Pisanie dla przyjemności to jest to, co lubię!

***

Metryczka
Autor: Aneta Jadowska
Tytuł: "Zwycięzca bierze wszystko"
Seria: Heksalogia o Wiedźmie. Tom III.
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data premiery: 12/07/2013
Liczba stron: 513
Język: polski
Kategoria: fantastyka



Jadowska po raz trzeci - sprzedane!                                                                      A przynajmniej ja ją kupuję z całym tym zmyślnie wykreowanym alternatywnym światem.


„Zwycięzca bierze wszystko” jest trzecim z sześciu zaplanowanych tomów heksalogii, skupiającej się na losach nietuzinkowej trójki przyjaciół. Dorze, wiedźmie z tendencją do przyciągania kłopotów niczym magnes, towarzyszą diabelnie przystojny, zaborczy i nie uznający kompromisów piekielnik Miron i będący siłą spokoju, równoważącą zapalczywe charaktery tej dwójki, anioł - Joshua. Już sama ich przyjaźń, przypieczętowana na koniec drugiego tomu świętym Triumwiratem, jest nietypowa i niezbyt przychylnie odbierana przez środowisko magiczne alternatywnego Torunia, w którym mieszkają. A to dopiero początek niezwykłości, bo Dora Wilk pełna jest niespodzianek, które potrafią zaskoczyć nawet ją samą. Niektórzy mogliby posądzić ją o syndrom Mesjasza, zwłaszcza, że rudowłosa wiedźma co i rusz pokazuje się z innej, nieznanej nam dotąd perspektywy, ratując tyłki wyrzutkom i stając w obronie tych z góry zaszufladkowanych jako czarne charaktery. Jednak dzięki Jadowskiej każda odsłona tego Chucka Norrisa w spódnicy jest świetnie uzasadniona i cała poświęcona jej uwaga okazuje się jak najbardziej zasłużona. Z drugiej strony, autorka odchodzi od tendencji ogniskowania całości fabuły wokół jednego głównego bohatera, dając pole do popisu i rozwoju jej przyjaciołom. I wrogom. Świetnie zachowana w tym względzie równowaga sprzyja nieprzewidywalności i pomaga utrzymać zainteresowanie czytelnika nieprzerwanie na wysokim poziomie.


Trzeci tom Dora, Miron i Joshua rozpoczynają planując wyjazd z Thornu w poszukiwaniu azylu i chwili wytchnienia od depczącego im po piętach niebezpieczeństwa. Jednak, jak to mówią, łatwiej powiedzieć, trudniej zrobić. Mistrzowsko poprowadzona fabuła wije się meandrami to zwalniając, pozwalając czytelnikowi na chwilę wytchnienia, by za chwilę nabrać tempa, nie zostawiając miejsca na nudę. Nawet rozbudowane rozmyślania i wątpliwości Dory związane z zachodzącymi w niej zmianami nie przeszkadzają czytelnikowi dobrze się bawić, towarzysząc bohaterom zarówno w pracy, na polu walki jak i...w sypialni. Przy tym, heksalogia nie ma w sobie nic z taniego łóżkowego romansu. Ani wiedźmy, ani jej, coraz liczniejszych, popleczników zdaje się nie opuszczać cięte poczucie humoru, którego podteksty są tylko przykładem.


„Zwycięzcę” czyta się szybko i podobnie jak po poprzednich tomach serii, pozostaje uczucie niedosytu. Miłośnicy serii nie powinni się martwić brakiem możliwości dalszego rozwijania serii. Autorka manipuluje fabułą, zawiązując wątki, które niepostrzeżenie rozrastają się w kolejnych tomach. Tak złożony, szczegółowo i barwnie opisany świat jest kolejnym powodem dla którego Heksalogia nie powinna umknąć uwadze wielbicieli naszej rodzimej fantastyki. Fani z pewnością zachwyceni będą otrzymawszy kolejną dawkę przygód magiczno-piekielno-anielskiego trio z domieszką ożywających na nowo baśni i legend z dzieciństwa. Nowi czytelnicy natomiast, nawet jeśli sięgną najpierw do tomu trzeciego, zostaną płynnie i bezboleśni wprowadzeni do świata za bramą, bo autorka nawiązuje do wcześniejszych wydarzeń, przypominając i odświeżając najważniejsze wątki tak, że nie sposób zgubić się w tym labiryncie wydarzeń i osobowości.


Podsumowując, obok wcześniejszych tomów serii, debiutanckiego „Złodzieja dusz” oraz jego kontynuacji pod tytułem "Bogowie muszą być szaleni", "Zwycięzca bierze wszystko" koniecznie powinien znaleźć się na półkach braci fantastycznej. Nie pożałujecie!

czwartek, 11 lipca 2013

Po co właściwie ruda czyta?

Odkąd pamiętam, szukałam swojego miejsca w sieci. Takiej wirtualnej białej kartki, która przyjmie wszystko i za nic się nie obrazi. Bloga, który przetrwałby dłużej niż tydzień (cóż, to nie jest pierwsze moje podejście do blogowania) i był zbieraniną wszystkiego tego, co kocham. Mam wrażenie, że właśnie dziś odnalazłam się w blogosferze.

A wszystko, pośrednio, przez Anetę Jadowską i jej "Zwycięzcę". Jak tylko gruchnęła wieść, że w Empikach "Zwycięzca bierze wszystko" pojawił się dzień przed premierą, że już, już można go dostać w swoje łapki, wciągnąć w nozdrza zapach nowych, świeżo wydrukowanych stron i zapomnieć się po raz trzeci, poleciałyśmy jak na skrzydłach. A właściwie, jak prawdziwe wiedźmy-psychofanki, wsiadłyśmy na miotły. Po drodze wywiązała się między mną, a moją wiedźmią przyjaciółką krótka rozmowa:

Leah (Ruda): Ciekawa jestem, czy nam się "Zwycięzca" spodoba. Pamiętasz te wątpliwości przy "Bogach"?
Ysia: Pamiętam. Jak nam się nie spodoba, to mam zamiar przedyskutować to z Anetą przy najbliższej okazji - tutaj jedna z Trzech wybuchnęła śmiechem. W oczach czaił się ten głód przygody, ta nigdy do końca nie zaspokojona ciekawość, którą dobrze zna każdy mól książkowy. I za którą tak bardzo tęskni.
Leah: Wiesz, ja zawsze chciałam recenzować książki. Ale nie mam na to czasu. Ledwo go znajduję, żeby czytać dla przyjemności, a co dopiero, żeby czytać i recenzować.
Moja przyjaciółka tylko wzruszyła ramionami i odparła, rezolutnie:
Ysia: To czytaj dla przyjemności i pisz sobie recenzje gdzieś na jakimś blogu, też dla przyjemności. Wtedy nikt nie będzie ci miał za złe Twoich opinii ani tego, że na przykład, niczego nie zrecenzowałaś przez trzy miesiące.

Tak więc założyłam "gdzieś tam jakiś blog" i będę pisać recenzje. Na pierwszy ogień pójdzie "Zwycięzca bierze wszystko" Anety Jadowskiej. Niech no tylko skończę czytać!

Podsumowując: nazywam się Leah Jacobs, jestem ruda i czytam...dla przyjemności. A potem recenzuję.